czwartek, 23 maja 2013

5. Cisza mówi sama za siebie ...



Dwudziestopięciolatka usiadła na swoim ulubionym bujanym fotelu, kiedy tylko zjawiła się w rodzinnym domu. Miała na sobie beżową sukienkę, która idealnie kontrastowała z ciemnymi włosami kobiety. Ku jej zaskoczeniu na kolację zostali zaproszeni państwo Montez z synem. Od razu wiedziała, że to sprawka policjantki.
- Wiesz co? - zapytała, patrząc na matkę. - Mam już tego wszystkiego dość. Każdy z nas wie, że Duncan nie jest idealny. Z resztą kto jest? Nie o to chodzi - machnęła ręką. - Jak myślisz dzięki komu dostałam staż w kancelarii "M&M"?
Veronica zacisnęła usta, obserwując uważnie piwnooką. Nie zamierzała teraz rozmawiać o tym dziennikarzu. Czuła wściekłość na córkę, iż walczą ze sobą na gruncie zawodowym. W przeciwieństwie do niej czterdziestotrzylatka była przekonana o jego winie.
- Wiedziałeś - wyszeptała zaskoczona w stronę ojca.
Pisarz kiwnął głową. Przypuszczał, iż nie długo to się i tak wyda. Po części doskonale rozumiał żonę. Nie chciała, aby Clarkson ponownie ją skrzywdził. Jednak decyzja należy do Vanessy, a nie do nich. Nie mogą chronić jej przez całe życie. Musi nauczyć się wyciągać wnioski po swoich błędach.
- Twój znajomy spotkał się ze mną i poprosił, abym dopilnował, abyś przyjęła tę propozycję.  Uważam, że był ci to winny. Może nie w bezpośredni sposób, ale jednak...
Pani porucznik opuściła salon, gdyż nie zamierzała słuchać tego. Nie spodziewała się, iż Eric może zataić przed nią spotkanie z brunetem. Miała ochotę pójść na siłownię i tam wyładować całą swoją złość. Jednak za dwadzieścia minut mają pojawić się goście.
Panna Chattam nie zmierzała zostać na kolacji. Podeszła do ojca, aby po chwili przytulić się do niego. Następnie wyszła z pomieszczenia. Zaczęła poszukiwania policjantki. Znalazła ją w gabinecie. Stała na balkonie. Oczywiście, że słyszała stukot szpilek, lecz nie odwróciła się.
- Mam jedno pytanie - oznajmiła stanowczo brunetka, przystając w balkonowych drzwiach.
- Pytaj.
- Byłabyś w stanie sfałszować dowody, aby wsadzić Duncana do więzienia?
- Czyś ty już do reszty zgłupiała !? - krzyknęła, patrząc w jej oczy. - Nie musiałam niczego robić, bo jest winny ! Jego miejsce jest ...
- Nie życzę sobie, żebyś wtrącała się w moje prywatne sprawy. Do widzenia - odparła chłodno aplikantka prawa.
Udała się w stronę wyjścia, gdyż nie miała zamiaru przebywać z Veronicą. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak się zachowuje. To, co zrobił jej Clarkson nie powinno ją obchodzić, gdyż jest to sprawa między nimi. Tymczasem kobieta pokazywała swoją nadopiekuńczość i zaborczość jednocześnie, a także za wszelką cenę chciała udowodnić swoją rację. Jednak Vanessa nie zamierzała tego tolerować.





Tego wieczora nie miała ochoty ani siły, aby popracować, dlatego niemalże od razu położyła się do wygodnego, dwuosobowego łóżka. Chwyciła pierwszą lepszą książkę i próbowała się na niej skupić. Jedno było pewne, nie będzie odzywała się do matki. Kryminał naprawdę przypadł dwudziestopięciolatce do gustu. Do końca trzymał w napięciu. Odłożyła przedmiot na bok, w tym samym momencie rozdzwoniła się jej komórka. Westchnęła głośno, po czym odebrała, nie patrząc na wyświetlacz.
- Vanessa Chattam.
- Witaj, kochanie. Chciałem dowiedzieć się jak ma sprawa. Musiałem się przeprowadzić, aby móc sprawdzić kilka tropów.
- Po co przysłałeś do mnie Anne Olivers?
- Sama podjęła taką decyzję - założyłaby się, że wzruszył ramionami. - A może ty powinnaś się tłumaczyć?
- Co masz na myśli?
- Przestań - warknął. - Wiem, że miałaś romans z prokuratorem Anders'em.
- Owszem. Jednak my w przeciwieństwie do ciebie nie łączymy spraw prywatnych z zawodowymi. Dobranoc - pożegnała się, po czym rozłączyła się.
Najspokojniej w świecie odłożyła telefon na bok, zastanawiając się jaki tupet ma Duncan. Nie miało dla niej znaczenia to, iż dowiedział się o tym. Nadal była na niego wściekła. Pięć lat może i minęło, ale wspomnienia niestety zostały. Argo wskoczył na swoją właścicielkę, a ona wtuliła się w jego miękką sierść. To był kochany zwierzak. Zawsze był obok.
Niechętnie wstała, usłyszawszy dzwonek do drzwi. Po raz pierwszy od dłuższego czasu miała ochotę upić się i spać przez najbliższy tydzień. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to nie jest zbyt dobre rozwiązanie. Zresztą ona nie była tchórzem. Tylko tchórze chowają głowy w piasek. Podniosła brew do góry, widząc prywatnego detektywa przed sobą.
- Znając ciebie chciałabyś się napić - powiedział z czarującym uśmiechem, podnosząc do góry butelkę whisky. 
Po tych słowach wszedł do środka, mijając kobietę. Poczuła ulubiony męski zapach, a mianowicie AXE. Parsknęła pod nosem, zamykając drzwi. On wiedział jak ją przekonać.
- Jak chcesz to się napij, ja podziękuję - oznajmiła, dołączając do mężczyzny.
- A na co masz ochotę? - zapytał, odwracając się w stronę brunetki.
Vanessa miała na sobie krótką, koronkową koszulę nocną, która odsłaniała jej nogi oraz idealnie podkreślała biust. Wglądała seksownie i kusząco. Przygryzła delikatnie wargę, chwytając go za T-shirt, przyciągając do siebie stanowczo.
- Może sam wywnioskujesz - wyszeptała z uśmiechem, wpijając się w jego usta.





Troy uśmiechnął się szeroko na widok przytulonej do niego aplikantki. Zawsze ich ciągnęło ich do siebie, lecz dopiero od dwóch lat coś zaczęło się dziać między nimi. Wstał tak, aby nie obudzić brunetki. Ubrał bokserki, nachylił się nad nią i pocałował w nagie ramię. Udał się do kuchni. Wyciągnął z lodówki najpotrzebniejsze rzeczy, wcześniej witając się z psem piwnookiej.
- Chodź, zjedz - powiedział, nakładając karmę do miski. - Dogadamy się, Argo?
Owczarek niemiecki podał mu w odpowiedzi łapę, na co mężczyzna się roześmiał cicho. Powrócił do robienia śniadania. Lubił mieszkać sam, lecz gdyby mógł zamieszkać z Vanessą to byłby pierwszy. Dopiero się otrząsnął z rozmyślania, kiedy poczuł, że panna Chattam przytula się do niego. Zerknął przed ramię. Miała na sobie jego T-shirt. Wyglądała strasznie podniecająco. Odłożył patelnię na bok, odwracając się gwałtownie w jej stronę. Zaczęli się całować namiętnie i dziko....