Roześmiana Vanessa weszła do kancelarii po ciężkim dniu. W sądzie miała cztery rozprawy pod rząd i niestety przeciągały się jak na złość. Matka jej faceta podwiozła ją, gdyż spotkały się przypadkiem na mieście.
- Gratuluję wygranych spraw - padło z ust sekretarki. - Wybacz, że kazałam wrócić ci tutaj, ale Max chce się z tobą pilnie widzieć.
- Dziękuję.
Panna Chattam wyczuła, że sprawa jest poważna, dlatego pożegnała się z dwiema rozmówczyniami i od razu ruszyła w stroną gabinetu adwokata. Kiedy weszła do środka, czterdziestolatek nie przerwał pisania. Na podłodze walały się kulki papierów, które zaczęła zbierać bez słowa.
- Chodzi o Duncana - usłyszała, a jej ciało zamarło.
Wstała, prostując się nienaturalnie. Usiadła naprzeciwko mężczyzny, aby dowiedzieć się więcej. Wiedziała, że nie powinna. Co należało zrobić? Przytaknąć i po prostu wyjść. Jednak nie potrafiła. Przeczuwała, iż dziennikarz śledczy ma poważne kłopoty. Po niecałych dziesięciu minutach znała już prawdę - tylko to, co udało się ustalić blondynowi, dzięki koledze w prokuraturze.
- Nie mieszaj się w to - powiedział na koniec. - Nie zmarnuj sobie życia przez niego. Proszę.
Te zdania sprawiły tylko wściekłość w brunetce, lecz nie odezwała się ani słowem. Chwyciła aktówkę oraz torebkę, po czym wyszła. Wiele zawdzięczała Maxowi. Jednak nie mogła obiecać niczego, czego nie była pewna. Przechodząc przez sekretariat, zatrzymała się, aby Agnes powiadomiła Victora, że zobaczą się jutro.
Do domu weszła czterdziestotrzyletnia kobieta. Byle gdzie rzuciła płaszcz, siadając obok męża na kanapie. Eric był jej ostoją. Musiała się komuś wygadać, a on należał nie tylko do grona znakomitych pisarzy, ale świetnie sprawdzał się w roli słuchacza.
- Najprawdopodobniej za dwa, trzy dni zostanie wysłane pismo do prokuratury w sprawie morderstwa. Głównym podejrzanym jest Duncan Clarkson.
Ciemnowłosy mężczyzna spojrzał zaskoczony na żonę. Od kilku tygodni chodziła rozdrażniona. Nie pytał, ponieważ wiedział, że kiedy będzie gotowa to sama przyjdzie. Jednak nie spodziewał się takich wiadomości. Odłożył laptop na bok, milcząc jeszcze przez chwilę.
- Jest winny?
- Moim zdaniem tak. Większość dowodów świadczy przeciwko niemu - odparła, wstając.
Policjantka przystanęła przy komodzie, chwytając do dłoni zdjęcie zrobione ponad pięć lat temu. Westchnęła cicho, odwracając się w stronę czterdziestoośmiolatka. Na jej czole pojawiły się zmarszczki co świadczyło o to, iż zapewne dojdzie między nimi do wymiany zdań.
- Uważasz, że powinnam powiedzieć to Van, prawda?
- Owszem - przytknął spokojnie, patrząc w jej niebieskie oczy.
- Po co? - zapytała ożywiona. - Przecież zapomniała o tym cholernym dziennikarzu! - z hukiem odstawiła ramkę na bok.
Mężczyzna w ciszy obserwował jak pani porucznik odpina kaburę. W oczach zauważył złość, bezsilność i wściekłość. Bez problemu wiedział, że obawia się, iż Clarkson ponownie zjawi się w życiu dwudziestopięciolatki.
- Ma wspaniałego chłopaka, załapała się na staż w najlepszej kancelarii ! A jak on znów zawróci w głowie naszej córce?
- Każdy widzi to, co chce - oznajmił, wychodząc z salonu.
Pan Chattam udał się do kuchni, gdzie nalał do szklanki zimnego soku. Stał przy oknie, kiedy obok niego stanęła blondynka. Zauważył, że zdjęła sweter, który miała na sobie. Policzki były zaróżowione, co świadczyło o tym, iż jest wściekła. Dłonie zacisnęła w pięści, próbując się uspokoić. Lecz nic to nie dało.
- Co masz na myśli? - w głosie pobrzmiewał chłód, oznaczający jej niezadowolenie.
- To, że Vanessa nie wspomina od czterech, pięciu lat o Duncanie nie oznacza, że zapomniała. To był mężczyzna, którego pokochała tak mocno, iż sama nie mogła pogodzić się z tym. Czuła się przerażona i nienawidziła siebie za to. Gdybyś szerzej otworzyła oczy to dostrzegłabyś, że szuka w Victorze cech łączących go z dziennikarzem. Nawet najmniejszej - dodał poważnie, zostawiając niebieskooką samą.
Dwudziestopięciolatka odłożyła aktówkę i torebkę na komodę. Szybko zdjęła sukienkę oraz niewygodne szpilki z nóg. Wyciągnęła z szafy szary dres, który od razu założyła. Zawołała psa. Udali się do pobliskiego parku, aby pobiegać. Musiała wyładować gdzieś swoją frustrację. Nie potrafiła zebrać myśli.
Po godzinie weszła spocona do srebrnej windy z czarnowłosym owczarkiem niemieckim u boku. Nagle do środka wpadło dwóch mężczyzn w kapturach. Kobieta pokręciła głową, podnosząc brew do góry jednocześnie.
- Musimy porozmawiać - oznajmił jeden z nich.
- Chodzi o Duncana - usłyszała, a jej ciało zamarło.
Wstała, prostując się nienaturalnie. Usiadła naprzeciwko mężczyzny, aby dowiedzieć się więcej. Wiedziała, że nie powinna. Co należało zrobić? Przytaknąć i po prostu wyjść. Jednak nie potrafiła. Przeczuwała, iż dziennikarz śledczy ma poważne kłopoty. Po niecałych dziesięciu minutach znała już prawdę - tylko to, co udało się ustalić blondynowi, dzięki koledze w prokuraturze.
- Nie mieszaj się w to - powiedział na koniec. - Nie zmarnuj sobie życia przez niego. Proszę.
Te zdania sprawiły tylko wściekłość w brunetce, lecz nie odezwała się ani słowem. Chwyciła aktówkę oraz torebkę, po czym wyszła. Wiele zawdzięczała Maxowi. Jednak nie mogła obiecać niczego, czego nie była pewna. Przechodząc przez sekretariat, zatrzymała się, aby Agnes powiadomiła Victora, że zobaczą się jutro.
Do domu weszła czterdziestotrzyletnia kobieta. Byle gdzie rzuciła płaszcz, siadając obok męża na kanapie. Eric był jej ostoją. Musiała się komuś wygadać, a on należał nie tylko do grona znakomitych pisarzy, ale świetnie sprawdzał się w roli słuchacza.
- Najprawdopodobniej za dwa, trzy dni zostanie wysłane pismo do prokuratury w sprawie morderstwa. Głównym podejrzanym jest Duncan Clarkson.
Ciemnowłosy mężczyzna spojrzał zaskoczony na żonę. Od kilku tygodni chodziła rozdrażniona. Nie pytał, ponieważ wiedział, że kiedy będzie gotowa to sama przyjdzie. Jednak nie spodziewał się takich wiadomości. Odłożył laptop na bok, milcząc jeszcze przez chwilę.
- Jest winny?
- Moim zdaniem tak. Większość dowodów świadczy przeciwko niemu - odparła, wstając.
Policjantka przystanęła przy komodzie, chwytając do dłoni zdjęcie zrobione ponad pięć lat temu. Westchnęła cicho, odwracając się w stronę czterdziestoośmiolatka. Na jej czole pojawiły się zmarszczki co świadczyło o to, iż zapewne dojdzie między nimi do wymiany zdań.
- Uważasz, że powinnam powiedzieć to Van, prawda?
- Owszem - przytknął spokojnie, patrząc w jej niebieskie oczy.
- Po co? - zapytała ożywiona. - Przecież zapomniała o tym cholernym dziennikarzu! - z hukiem odstawiła ramkę na bok.
Mężczyzna w ciszy obserwował jak pani porucznik odpina kaburę. W oczach zauważył złość, bezsilność i wściekłość. Bez problemu wiedział, że obawia się, iż Clarkson ponownie zjawi się w życiu dwudziestopięciolatki.
- Ma wspaniałego chłopaka, załapała się na staż w najlepszej kancelarii ! A jak on znów zawróci w głowie naszej córce?
- Każdy widzi to, co chce - oznajmił, wychodząc z salonu.
Pan Chattam udał się do kuchni, gdzie nalał do szklanki zimnego soku. Stał przy oknie, kiedy obok niego stanęła blondynka. Zauważył, że zdjęła sweter, który miała na sobie. Policzki były zaróżowione, co świadczyło o tym, iż jest wściekła. Dłonie zacisnęła w pięści, próbując się uspokoić. Lecz nic to nie dało.
- Co masz na myśli? - w głosie pobrzmiewał chłód, oznaczający jej niezadowolenie.
- To, że Vanessa nie wspomina od czterech, pięciu lat o Duncanie nie oznacza, że zapomniała. To był mężczyzna, którego pokochała tak mocno, iż sama nie mogła pogodzić się z tym. Czuła się przerażona i nienawidziła siebie za to. Gdybyś szerzej otworzyła oczy to dostrzegłabyś, że szuka w Victorze cech łączących go z dziennikarzem. Nawet najmniejszej - dodał poważnie, zostawiając niebieskooką samą.
Dwudziestopięciolatka odłożyła aktówkę i torebkę na komodę. Szybko zdjęła sukienkę oraz niewygodne szpilki z nóg. Wyciągnęła z szafy szary dres, który od razu założyła. Zawołała psa. Udali się do pobliskiego parku, aby pobiegać. Musiała wyładować gdzieś swoją frustrację. Nie potrafiła zebrać myśli.
Po godzinie weszła spocona do srebrnej windy z czarnowłosym owczarkiem niemieckim u boku. Nagle do środka wpadło dwóch mężczyzn w kapturach. Kobieta pokręciła głową, podnosząc brew do góry jednocześnie.
- Musimy porozmawiać - oznajmił jeden z nich.
Witam, witam.
OdpowiedzUsuńObiecałam sobie nie wchodzić na Spam, gdzie autor w ogóle nie przeczytał mojego posta(Prologu, więc dużo czytania nie było). Lecz stwierdziłam, że troszkę tu pusto i w sumie opowiadanie jest całkiem ciekawe :)
Po pierwsze, powinnaś zastosować akapity, bo to dzięki nim tekst wygląda schludniej.
Po drugie, historia wydaję mi się mieć przyszłość, jeśli prawidłowo ją poprowadzisz.
Język, jakim piszesz jest dobry, choć nie wybitny. To znaczy, piszesz poprawne konstrukcyjnie zdania, ale troszkę czegoś mi w nich brakuje. Ale wiesz, czepiam się, bo po prostu oczekuję bardziej malowniczych opisów :P
Podoba mi się zakończenie, słowa "musimy porozmawiać" usłyszane od kogokolwiek są bardzo stresujące.
Powiem Ci, że jeszcze nie jestem pewna czy będę czytać Twoje opowiadanie, jednak obserwuję je i postaram się wpaść na nowy post.
Całuję,
Mermaid
PS Skoro już zareklamowałaś u mnie bloga, to może także pokusisz się o jakąś ocenę, co? :)
[ oszukujac-wspomnienia.blogspot.com ]
Witaj.
UsuńCieszę się, że mimo wszystko odwiedziłaś mojego bloga. Mam nadzieję, iż spodoba Ci się moje opowiadanie. I dziękuję za opinię.
Pozdrawiam ;)
Podoba mi się. Bardzo Ciekawy rozdział, myślę że będe wpadać częściej ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za obydwie opinie. Postaram się pisać "łatwiej" (czytelniej).
UsuńPozdrawiam ;)