Panna Chattam nie odpowiedziała. Po wejściu do mieszkania, udała się do łazienki, żeby wziąć szybki prysznic i doprowadzić się do porządku. Kiedy wróciła, mężczyźni siedzieli wygodnie na czarnej kanapie. Duncan zmierzył ją wzrokiem bez pośpiechu. Miała na sobie czerwoną sukienkę, która idealnie podkreślała zgrabną figurę. Włosy spięła do góry, a na nogach lśniły beżowe szpilki. Zdjęła nowe buty, zostawiając je na środku pomieszczenia.
- Pewne rzeczy się nie zmieniają - odparł rozbawiony. - Kiedyś niemalże bym się przez nie zabił - zwrócił się bezpośrednio do przyjaciela.
- Przynajmniej nie nachodziłbyś mnie teraz.
Zaskoczony brunet spojrzał na dwudziestopięciolatkę. Nie spodziewał się, że może się aż tak zmienić, jeśli chodzi o charakter. Musiał przyznać, iż jest jeszcze piękniejsza niż kiedyś, co wcale nie oznacza, że nie podobała mu się kilka lat temu.
- Szkoła życia Maxa, co?
- Chyba nie myślisz, że ci podziękuję - powiedziała ironicznie, siadając na fotelu. - Przyszedłeś się pożegnać? - dodała.
Fotograf w tym momencie przeprosił ich na chwilę, po czym udał się do łazienki w towarzystwie Argo, który został na korytarzu. Owczarek nie przepadał za innymi ludźmi, był czujny i nieufny. Seth chciał dać im czas oraz prywatność. Nie zamierzał wtrącać się w ich prywatne relacje.
- Potrzebuję adwokata, co zapewne wiesz od miesięcy - oznajmił Duncan, ściągając skórzaną kurtkę.
- Słucham? Dowiedziałam się dzisiaj od twojego brata, że wkrótce wpłynie pozew do sądu.
- Wiesz kto prowadził śledztwo? Porucznik Veronica Chattam - odpowiedział, nie czekając na odpowiedź.
Piwnooka momentalnie zbladła. Dziennikarz krzyknął do szatyna, aby przyniósł wodę. Zrozumiał przy okazji, że Vanessa nie była niczego świadoma. Wiedział, że tylko jej może zaufać. Podał szklankę, a ona wypiła ją duszkiem.
- Do czego zmierzasz? - zapytała w końcu, wstając.
- Chcę, żebyś mnie reprezentowała.
W pokoju rozległa się cisza. Brunetka chciała uciec. Sądziła, że jest gotowa na spotkanie z nim. Nie była to jednak prawda. Dwudziestopięciolatce zrobiło się niedobrze, sama nie potrafiła stwierdzić dlaczego. Westchnęła, otwierając okno. Przez kilka sekund stała odwrócona do mężczyzn, po chwili odwróciła się w ich stronę.
- Nie jestem adwokatem, przykro mi.
- Wiem, że kończysz aplikacje w kancelarii. Maz z Montez'em dają aplikantowi wykaz najcięższych spraw. Możesz wziąć moją, Nessa.
Clarkson wydawał się być rozluźniony, choć korciło go, aby zacząć temat Victora. Jednak stwierdził, że i na to przyjdzie czas. Najpierw musiał osiągnąć swój cel. Jedyną osobą, która może go wyciągnąć z tego bagna jest właśnie ona.
- Nie zwracaj się tak do mnie - warknęła. - Dlaczego miałabym ponownie zaryzykować dla ciebie?
- Tutaj znajdziesz dowód, który dowiedzie, że mogło mnie tam nie być. Zastanów się, kochanie. Jeśli zdecydujesz się to spotkajmy się jutro o szesnastej w barze na wybrzeżach Olson.
Duncan wcisnął w dłonie kobiety płyty, przybliży się i pocałował blisko ust. Następnie zwyczajnie wyszedł. Brunetka wiedziała, że są prawdziwe, gdyż nie byłby taki głupi, aby dawać jej fałszywe. Mogłaby to zbyt łatwo sprawdzić.
- Cholerny dupek - mruknęła, patrząc na kurtkę, którą zostawił.
Vanessa poprosiła z rana o spotkanie z jednym ze współwłaścicieli kancelarii "M&M". Przez prawię całą noc nie spała. Zastanawiała się przede wszystkim czy podjąć się tego zadania. Zdecydowała, że jest winna coś Clarkson'owi. Kobieta pracowała od godziny w gabinecie, który dzieliła wraz z Maxem. Adwokat przywitał się z nią kiwnięciem głowy. Jego podopieczna niemalże od razu usiadła naprzeciwko niego.
- W pierwszych dniach maja umówiliśmy się, że jak tylko wybiorę jakąś sprawę to odsuwasz resztę ode mnie. Nie musisz tego robić, gdyż wyrobiłam się ze wszystkim.
- Znakomicie - uśmiechnął się. - Zapewne wybierasz policjanta, Franka Carter'a.
Madera dokończył swoją wypowiedź. Jednak już na samym początku zrozumiał o co chce go prosić aplikantka. W pomieszczeniu panowała wymowna cisza, a także napięcie. Wstał, po czym zaczął pakować akta i notes do aktówki. W końcu spojrzał na rozmówczynię.
- Widzę, że już podjęłaś decyzję. Powiedziałem ci o tym, ponieważ przypuszczałem, że tak to się skończy. Wiesz, że od tej sprawy zależy czy zostaniesz adwokatem? Chyba nie muszę mówić co się stanie, jeśli noga ci się powinie...
- Zamierzam ją wygrać, Max.
Na twarzy czterdziestolatek ponownie zagościł uśmiech. Nauczył ją znacznie więcej niż planował. Dał brunetce taką szkołę życia na samym początku i nie tylko, że gdyby znajdował się na jej miejscu, zrezygnowałby.
- Powodzenia. Resztę zostaw mnie.
Vanessa stwierdziła, że nie było tak le jak się spodziewała. Podeszła do swojego biurka, aby wysłać wiadomość. Nie zdziwił dwudziestopięciolatkę widok zdenerwowanego Montez'a, który z hukiem zamknął drzwi. Na szczęście byli sami.
- Żartujesz, prawda? Nie weźmiesz tej sprawy!
Odpowiedziała mu głucha cisza. Zmrużył brwi, obserwując ukochaną. W końcu usiadł na krześle. Odkąd usłyszał o Duncancie - przyrodnim bracie wspólnika jego ojca - miał wrażenie, że każdy wie więcej od niego.
- Nie wtrącam się jakich wybierasz klientów. Chciałabym, żeby działało to w dwie strony.
Ostatnią rzeczą na jaką miała teraz ochotę aplikantka była rozmowa z nim. Zerknęła na zegarek, wychodząc z pokoju. Miała nie całą godzinę wolną. Musiała się streszczać.
Bar "U Leonnie" znajdował się na wybrzeżach Olso. To właśnie tutaj całowali się po raz pierwszy. Postanowiła udawać, że nie zauważyła, iż usiadł przy tym samym stoliku.
Brunet z zaciekawieniem obserwował kobietę, wchodzącą do środka. Miała na sobie czarną tunikę, szary sweter zapisany na guziki, rurki i fioletowe szpilki. Na ramionach zarzucony tego samego koloru płaszczyk co buty. Usiadła naprzeciwko niego, rzucając mu kurtkę, którą specjalnie zostawił.
- To jest dokument, dzięki któremu zostanę twoim pełnomocnikiem lub jak wolisz adwokatem - zaczęła, wyjmując z aktówki. - Przede wszystkim musisz być ze mną całkowicie szczery.
Trzydziestotrzylatek podpisał kilka znaczących kartek. Osobiście uważał, że jest to nie potrzebne, lecz potulnie wykonywał to, o co prosiła go brunetka. Wyglądała olśniewająco - z resztą jak zawsze. Zamówił dla niej mrożoną herbatę o smaku cytrynowym, a dla siebie kawę.
- Za godzinę wpłynie pozew, więc mamy mało czasu. Nie będę mówiła co powinieneś zrobić w tej sytuacji, bo to bez sensu. Wiesz jak wygląda prawo, więc zapytam, co zamierzasz.
- Oczyścić swoje imię oraz odzyskać ciebie.
- Cholera - zaklęła nagle. - Uprzedzając twoje pytanie, nie, nie mam nic z tym wspólnego. Zadzwoń do mnie wieczorem, po południu mam spotkanie z prokuratorem.
Duncan patrzył na nią zdezorientowany. Zrozumiał jednak, kiedy do baru weszła jej matka. Wywrócił oczami, a swoje spojrzenie przeniósł na nią. Miał na sobie biały T-shirt, czarną marynarkę i ciemne dżinsy. Dwudziestopięciolatka uwielbiała, kiedy tak się ubierał.
- Aresztuje mnie?
- Nie działam na twoją niekorzyść. Wyjdziesz stąd wolny, w końcu za coś mi płacisz.
Dziennikarz uśmiechnął się, po czym upił łyk kawy. Do stolika podeszła wściekła policjantka. Jej wzrok zatrzymał się na córce. Miała po drodze do pracy wpaść do coś słodkiego, a zastała tymczasem TO.
- Cy ty tutaj robisz? - zapytała chłodno. - Zabiorę cię na komendę, Clarkson. Nie długo i tak będziesz musiał się tam zjawić - dodała ironicznie.
- Przykro mi, pani porucznik, ale mój klient jest jeszcze wolnym obywatelem tak jak pani. W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt.
- Co się tutaj dzieje do cholery?! - krzyknęła, chwytając Vanessę za łokieć, kiedy wstała.
- Nie wydano jeszcze nakazu aresztowania, więc proszę o nie nękanie pana Clarksona. Jestem jego pełnomocnikiem - wyjaśniła cierpliwie.
Panna Chattam zachowywała się jak na profesjonalistkę przystało. Nakazała dziennikarzowi natychmiastowe opuszczenie baru. W tym momencie podchodziła do kobiety, która ją wychowała z dystansem. Tak było łatwiej dla niej.
- Przypomnij sobie nasze hasła - zwróciła się do bruneta, wsiadając do swojego samochodu.
Duncan był pod wrażeniem Nessy. Już rozumiał, dlaczego nie mógł o niej zapomnieć przez tyle lat. Należała do osób dumnych, walecznych, znających się na tym, co robią. Byli bardzo do siebie podobni, a także wiele ich dzieliło. Niemalże przepaść, lecz komu to przeszkadzało?
- To jest dokument, dzięki któremu zostanę twoim pełnomocnikiem lub jak wolisz adwokatem - zaczęła, wyjmując z aktówki. - Przede wszystkim musisz być ze mną całkowicie szczery.
Trzydziestotrzylatek podpisał kilka znaczących kartek. Osobiście uważał, że jest to nie potrzebne, lecz potulnie wykonywał to, o co prosiła go brunetka. Wyglądała olśniewająco - z resztą jak zawsze. Zamówił dla niej mrożoną herbatę o smaku cytrynowym, a dla siebie kawę.
- Za godzinę wpłynie pozew, więc mamy mało czasu. Nie będę mówiła co powinieneś zrobić w tej sytuacji, bo to bez sensu. Wiesz jak wygląda prawo, więc zapytam, co zamierzasz.
- Oczyścić swoje imię oraz odzyskać ciebie.
- Cholera - zaklęła nagle. - Uprzedzając twoje pytanie, nie, nie mam nic z tym wspólnego. Zadzwoń do mnie wieczorem, po południu mam spotkanie z prokuratorem.
Duncan patrzył na nią zdezorientowany. Zrozumiał jednak, kiedy do baru weszła jej matka. Wywrócił oczami, a swoje spojrzenie przeniósł na nią. Miał na sobie biały T-shirt, czarną marynarkę i ciemne dżinsy. Dwudziestopięciolatka uwielbiała, kiedy tak się ubierał.
- Aresztuje mnie?
- Nie działam na twoją niekorzyść. Wyjdziesz stąd wolny, w końcu za coś mi płacisz.
Dziennikarz uśmiechnął się, po czym upił łyk kawy. Do stolika podeszła wściekła policjantka. Jej wzrok zatrzymał się na córce. Miała po drodze do pracy wpaść do coś słodkiego, a zastała tymczasem TO.
- Cy ty tutaj robisz? - zapytała chłodno. - Zabiorę cię na komendę, Clarkson. Nie długo i tak będziesz musiał się tam zjawić - dodała ironicznie.
- Przykro mi, pani porucznik, ale mój klient jest jeszcze wolnym obywatelem tak jak pani. W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt.
- Co się tutaj dzieje do cholery?! - krzyknęła, chwytając Vanessę za łokieć, kiedy wstała.
- Nie wydano jeszcze nakazu aresztowania, więc proszę o nie nękanie pana Clarksona. Jestem jego pełnomocnikiem - wyjaśniła cierpliwie.
Panna Chattam zachowywała się jak na profesjonalistkę przystało. Nakazała dziennikarzowi natychmiastowe opuszczenie baru. W tym momencie podchodziła do kobiety, która ją wychowała z dystansem. Tak było łatwiej dla niej.
- Przypomnij sobie nasze hasła - zwróciła się do bruneta, wsiadając do swojego samochodu.
Duncan był pod wrażeniem Nessy. Już rozumiał, dlaczego nie mógł o niej zapomnieć przez tyle lat. Należała do osób dumnych, walecznych, znających się na tym, co robią. Byli bardzo do siebie podobni, a także wiele ich dzieliło. Niemalże przepaść, lecz komu to przeszkadzało?
Jeej, ale świetny rozdział! Czy Duncan i Vanessa do siebie wrócą? I jak potoczy się sprawa? No i co zrobi jej matka? Zabieram się za dalsze czytanie ^^
OdpowiedzUsuńCieszę się, że tak Ci się podoba.
UsuńByłam taka szczęśliwa faktem że w "spisie treści" są 2 rozdziały, próbuje wejść w 3 a tu nic. Wejść się nie da! No trudno, muszę czekać ;D Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, życzę weny ;3
OdpowiedzUsuńW spisie treści pojawiać się będą tytuły rozdziałów, które już są napisane. Publikacje będą różnie ;)
UsuńWow, bardzo mi się podoba ten rozdział. Myślę, że troszkę bardziej niż poprzedni nawet! :) Zastanawiam się czy bohaterowie się zejdą oraz jak poprowadzisz tą historię. Mam tylko zastrzeżenie co do akapitów. A raczej do tego, że wcale ich nie ma ;D Zrób coś z tym :)
OdpowiedzUsuńPS U mnie nowa notka ;*
Bardzo dziękuję za opinię.
Usuń