Max od kilku dni obserwował swoją aplikantkę. Oczywiście, że słyszał jak rozwaliła ich na spotkaniu. Nie pochwalił jej tylko on. Jednak zdawali sobie sprawę oboje, że jedna bitwa nie czyni wygranej walki. Popijali właśnie gorące napoje, kiedy do pokoju weszła żona adwokata.
- Przyszła pani Olivers do ciebie - zwróciła się bezpośrednio do brunetki. - Nie była umówiona.
Dwudziestopięciolatka nie spodziewała się jej wizyty. Poprosiła sekretarkę, aby ją zaprosiła do środka. Natomiast Madrea pośpiesznie opuścił gabinet.
- Vanessa Chattam - przedstawiła się, podając gościowi dłoń. - Napije się pani czegoś?
- Nie, dziękuję. Nazywam się Anne Olivers. Wiele o pani słyszałam. Cieszę się, że mogę panią w końcu poznać.
- I co w związku z tym? - zapytała, siląc się na uprzejmy ton.
Po raz kolejny piwnooka miała ochotę zrobić krzywdę dziennikarzowi. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ją przysłał tutaj. Blondynka rozglądała się po pomieszczeniu. Miała około trzydzieści lat, lecz studentka prawda zdawała sobie sprawę z tego, iż musi być starsza.
- Myli się pani. Nie jestem kochanką Duncana. Przyjaźnimy się. Widzisz, mój mąż żyje podobnym stylem do niego. Pomaga mi, doradza. Moje dzieci go uwielbiają.
- Coś jeszcze? - zapytała znudzona.
- Jeśli mu to pomoże to zgadzam się być świadkiem w sprawie.
Dwudziestopięciolatka nie spodziewała się, że ona może ją zaskoczyć. Jednak tak się stało. Mimo to zachowywała widoczny dystans. Nie interesowało jej już z kim sypia albo nie sypia dziennikarz śledczy.
- Obiecałam swojemu klientowi nie wciągać pani. Dotrzymam słowa, pani Olivers.
Trzydziestosiedmiolatka kiwnęła nieznacznie głową. Widać było, iż jest niezadowolona. Najwidoczniej rozmowa nie poszła po myśli zielonookiej. Udała się w stronę wyjścia.
- Oh, przepraszam - powiedział Victor, niemalże wpadając na kobietę, kiedy otworzył drzwi.
- Może pani mówić co chce - odwróciła się w stronę brunetki. - ale nie uwierzę, że przestała go pani kochać. Do widzenia - po tych słowach wyszła.
Mały pokój niezbyt idealne miejsce do ukrywania się. Wysłał swojego przyjaciel po broń, choć tak naprawdę chodziło o to, aby policja go złapała. Był to pomysł Nessy. Tylko w ten sposób mógł uchronić Setha przed problemami. Uśmiechnął się, trzymając w dłoni zdjęcie, które trzymał w portfelu. Zostało zrobione rok po ich poznaniu. Przytulali się do siebie. Duncan wreszcie zrozumiał, że ma o co walczyć. Która kobieta zrobiłaby tyle dla niego?
Studentka prawa poczuła się znużona ciągłymi oskarżeniami, wyjaśnieniami. Wyciągnęła komórkę, która rozdzwoniła się.
- Słucham? Seth? Zaraz przyjadę, nie odpowiadaj na żadne pytanie - rozłączyła się.
Spakowała dokumenty do aktówki, a następnie opuściła kancelarię. Nie miała ani siły ani ochoty na rozmowę z adwokatem. Szczerze mówiąc męczył ją.
Dwadzieścia minut później do sali przesłuchań weszła elegancka kobieta. Podała dłoń zdenerwowanemu fotografowi. Kiwnęła głową w kierunku matki oraz szefa norweskiej policji.
- Gdzie pan był w ciągu ostatniego miesiąca?
- Mój klient potrzebował odpoczynku, dlatego wyjechał tam, gdzie nikt nie może go znaleźć.
- Musimy to sprawdzić - odezwał się Thomson.
- Był sam, więc nikt tego nie jest w stanie potwierdzić. Ponadto nie kontaktował się z Duncanem Clarkson'em. Nie ma bladego pojęcia, gdzie może się obecnie znajdować. Macie jakiś konkretny powód, aby zatrzymać pana Cole'a? Nie? - uśmiechnęła się. - Zatem to koniec przesłuchania. W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt.
Brunetka udała się w stronę wyjścia z przyjacielem dziennikarza śledczego. Zatrzymała się dopiero na parkingu przy swoim samochodzie. Trzydziestolatek odetchnął głęboko, wiedząc, iż jest bezpieczny. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, mrużąc oczy.
- Zrobiliście to specjalnie - oznajmił.
- Owszem. Ta sytuacja wyniknęła, ponieważ wpadłam na ten pomysł. Wskakuj, podwiozę cię - dodała, siadając za kierownicą.
Seth kiwnął głową i posłusznie wykonał polecenie. Miał na sobie czarny T-shirt, szarą bluzę i ciemne dżinsy. Tępo patrzył przed siebie, wcześniej włączając radio. Nie znosił ciszy, która panowała podczas jazdy.
- Cieszę się, że znów mogłem cię zobaczyć - odezwał się po chwili.
Oczywiście, iż zauważył przelotne spojrzenie brunetki. Zatrzymała się na czerwonym świetle, delikatnie odwracając się w jego kierunku. Wyciągnęła z aktówki czarną teczkę, po czym rzuciła ją na kolana fotografa.
- Taak - powiedziała, specjalnie przeciągając wyraz. - Trochę czasu minęło od naszego ostatniego spotkania. Zamierzasz pomóc Duncanowi?
- Nie chcę go zostawić samego..
- W takim razie daj mu to. Na następnym skrzyżowaniu skręcę w lewo. Zatrzymam się przy kawiarni, a ty wyskoczysz. Dalej będziesz musiał radzić sobie sam.
- Ok.
Dwudziestopięciolatka wiedziała, że źle się stało, iż zgodziła się na przyjęcie tego zlecenia. Clarkson uwielbia zmieniać kobiety jak niektórzy mężczyźni samochody. Nienawidziła takiego zachowania od samego początku. Niestety sama miłość czasami nie wystarcza.
- Zrobiliście to specjalnie - oznajmił.
- Owszem. Ta sytuacja wyniknęła, ponieważ wpadłam na ten pomysł. Wskakuj, podwiozę cię - dodała, siadając za kierownicą.
Seth kiwnął głową i posłusznie wykonał polecenie. Miał na sobie czarny T-shirt, szarą bluzę i ciemne dżinsy. Tępo patrzył przed siebie, wcześniej włączając radio. Nie znosił ciszy, która panowała podczas jazdy.
- Cieszę się, że znów mogłem cię zobaczyć - odezwał się po chwili.
Oczywiście, iż zauważył przelotne spojrzenie brunetki. Zatrzymała się na czerwonym świetle, delikatnie odwracając się w jego kierunku. Wyciągnęła z aktówki czarną teczkę, po czym rzuciła ją na kolana fotografa.
- Taak - powiedziała, specjalnie przeciągając wyraz. - Trochę czasu minęło od naszego ostatniego spotkania. Zamierzasz pomóc Duncanowi?
- Nie chcę go zostawić samego..
- W takim razie daj mu to. Na następnym skrzyżowaniu skręcę w lewo. Zatrzymam się przy kawiarni, a ty wyskoczysz. Dalej będziesz musiał radzić sobie sam.
- Ok.
Dwudziestopięciolatka wiedziała, że źle się stało, iż zgodziła się na przyjęcie tego zlecenia. Clarkson uwielbia zmieniać kobiety jak niektórzy mężczyźni samochody. Nienawidziła takiego zachowania od samego początku. Niestety sama miłość czasami nie wystarcza.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz