wtorek, 14 maja 2013

3. Dwie strony medalu



Kobieta w prokuraturze spędziła jedynie godzinę, dzięki swojej konkretności. Pięć lat temu całkowicie zmieniła swój charakter. Kiedyś uwielbiała adrenalinę i niebezpieczeństwo. Zrozumiała także, że życie to nie jest coś przyjemnego. To nieustanna walka o siebie oraz swoją przyszłość. Vanessa wchodząc do domu, przywitała się z owczarkiem, który podążał za nią krok w krok. Uśmiechnęła się, po czym usiadła na kanapie. Wokół siebie porozrzucała dokumenty, które dostała od prokuratora. Włączyła laptopa, a po chwili zrobiła się dostępna na Skypie. Nie minęły dwie sekundy, a już odebrała połączenie z użytkownikiem o nazwie "hell". Na ekranie zobaczyła dziennikarz chodzącego w ręczniku po pustym pokoju. Uśmiechnęła się pod nosem, chwytając w dłoń kieliszek czerwonego wina. Jego stary chwyt.
- Jak wyglądam? - zapytał z czarującym uśmiechem, siadając na łóżku.
- Bosko - odpowiedziała ze śmiechem.
Obojgu w tym momencie przypomniały się chwile, kiedy razem pracowali. Był to burzowy okres. Takie określenie jest jak najbardziej trafne w ich przypadku. Odstawiła naczynie na bok, po czym stwierdziła, iż nie zamierza marnować czasu.
- Przejdźmy do konkretów - zaczęła. - Efron wystawił nakaz aresztowania. Jutro oficjalnie się z nimi spotykam.
- Musisz ze mną porozmawiać, aby wiedzieć cokolwiek  ponieważ wiemy, iż nie pojawię się na spotkaniu - dokończył za nią. - Przeproś ich ode mnie.
Vanessa zaczęła zastawiać się czy on kiedykolwiek się zmieni. Co musi się stać, aby zaczął brać życie na poważnie? Wypuściła głośno powietrze, kręcąc przy tym głową. Najważniejsze jest to, aby wygrała. Jeśli stanie się inaczej to zabije go sama, ułatwiając to komuś innemu, komu się naraził. Potarła dłonią łuk brwiowy, gdyż całkowicie zapomniała do jakiego typu mężczyzn należy brunet.
- Po pierwsze, nie mów mi, gdzie się znajdujesz. Po drugie, bądź ze mną całkowicie szczery. Jeśli złamiesz w szczególności ostatnią prośbę to zrezygnuję.
- Nie zrobisz tego.
- Chcesz się przekonać?
Dziennikarz zamilkł. Musiał przyznać przed sobą, że nie doceniał aplikantki prawa. Przeczuwał, że byłaby do tego zdolna. Panna Chattam rzadko blefuje, a jeśli już to robi to nie sposób się zorientować. Jednak czegoś się przy nim nauczyła. Uśmiechnął się pod nosem. Kiwnął głową. Oznaczało to zgodę. Zadziwiające było jego podejście. Kobieta zrozumiała, że faktycznie musi jej ufać. Po raz pierwszy odniosła takie wrażenie. Zazwyczaj bywa bardziej skryty.
- Jeśli chodzi o nagranie, mogę podważyć, iż ciebie tam mogło nie być. Nie muszę chyba zadawać pytanie, które samo się nasuwa? 
- To nie ma znaczenia.
- Przypominam o punkcie drugim naszej umowy.
Duncan wywrócił oczami. Westchnął głośno, a do pomieszczenia wszedł jego przyjaciel. Podał mu butelkę z wodą mineralną. Skinięciem głowy, przywitał się z brunetką. Nie musiał zbyt dużo znać się na prawie, aby rozumieć, iż trzydziestotrzylatek ma poważne kłopoty.
- W hotelu dwie ulice dalej z Anne Olivers. Mężatka, matka trójki dzieci. Nie może to wyjść na jaw.
Vanessa roześmiała się. Faktycznie, pewne rzeczy się nie zmieniają  - pomyślała. Zdjęła żakiet, stwierdzając, iż nie czuła zazdrości. Taki był niebieskooki. Przyjęła to do świadomości kilka lat temu. Już nic nie było w stanie ją zaskoczyć.
- Kiedyś zrobiłabyś mu długi wykład na ten temat - zauważył Seth, spoglądając na kobietę.
- Owszem. Jednak teraz wiem jaki on jest oraz to mnie nie interesuje. To jego prywatne sprawy, mnie interesuje tylko morderstwo. Nic więcej.
- Posłuchaj - zaczął Clarkson.
- Nie - odparła stanowczo. - Poznałam życie. Wiem, że pozory mogą mylić. Nie obchodzi mnie to. Wolałabym, abyś zaakceptował to.
Dwudziestopięciolatka musiała wypytać ich o wiele szczegółów, aby mieć jakieś pojęcie o tym co się stało. Rozmowa była poważna i dość trudna. Ponadto trwała ponad dwie godziny. Następnie wyszła z Argo na spacer, po czym wróciła do domu. Musiała opracować strategię na jutrzejsze spotkanie. 




Prokuratura znajdowała się w centrum miasta. Nowoczesny budek jak i jego wnętrze. W sali konferencyjnej znajdowały się już cztery osoby. 
- Dlaczego uparła się pani, żeby świadek był obecny podczas tego spotkania?
- Wszystko w swoim czasie, prokuratorze - powiedziała z subtelnym uśmiechem, powracając do poprzedniego zajęcia.
Po dziesięciu minutach rozległo się pukanie. Świadkiem okazał się biały mężczyzna, ochroniarz motelu. Widziała spojrzenie matki, które próbowało ją rozszyfrować. Zamknęła notes, siadając prosto na krześle.
- Panie Collins czy to prawda, że widział pan mojego klienta w noc zabójstwa?
- Tak - odparł szybko, zbyt szybko.
- Monitoring wewnątrz motelu jak i zewnątrz jest zepsuty od miesiąca, tak? Pana obowiązkiem należy dbać o bezpieczeństwo gości. Obejrzałam trzy nagarnia, noc poprzedzającą zbrodnię, dzień morderstwa i noc po nim. Proszę powiedzieć mi co pan widzi na nich - dodała, włączając je po kolei.
- Nic - odparł.
- Nic? - zapytała ironicznie, podnosząc brew do góry. - Ja zauważyłam, że w ciągu trzech dni o tej samej godzinie, minucie, sekundzie przez parking przebiega pies. Zastanawiam się jak to jest możliwe. Wniosek? To są duplikaty nagrania z dnia 10 maja bieżącego roku.
Ochroniarz zbladł. Zaczął nerwowo przebiegać wzrokiem po zgromadzonych ludziach w pomieszczenie. W końcu wypuścił głośno powietrze, a jego spojrzenie zatrzymało się na młodej brunetce. 
- To nie tak jak pani myśli - zaczął.
Rozumiem. W nocy jest mroźno i zimno, a panu nie chce się wychodzić na obchód. Nie mógł pan zatem widzieć albo też nie widzieć Duncana Clarkson'a na miejscu zbrodni - oznajmiła zdecydowanym głosem.
- Przepraszam - wyszeptał, spuszczając głowę na dół.
Vanessę nie interesowało dlaczego to zrobił. Dla niej liczyło się to, że dzięki temu może podważyć teorię policji, a w tym swojej matki. Chwyciła aktówkę i z powrotem włożyła do niej notes, piórnik oraz komórkę. Miała na sobie czerwoną tunikę, biały żakiet oraz czarną spódniczkę, kończącą się przed kolanami. Natomiast na nogach ciemne szpilki. Wyglądała seksownie i młodo.
- Policja powinna sprawdzić takie rzeczy - odezwał się chłodno sędzia, obserwujący od początku spotkanie.
- Najwyraźniej wolą od razu uznawać podejrzanego za winnego. Tak jest wygodniej, prawda? Zanim wyciągniecie kolejne dowody, może sprawdźcie je ponownie? - dodała. - Do widzenia. 
Dumna brunetka opuściła pokój. Wiedziała, że porucznik Veronica Chattam nie będzie zbyt zadowolona z tego co powiedziała. Jednak teraz było zbyt późno na wycofanie się. W ostatniej chwili do windy wszedł sędzia. Miał na sobie czarny, elegancki garnitur.
- Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć? - zapytał.
- Nie sądziłam, że muszę ci się spowiadać - odparła spokojnie, patrząc przed siebie. - Nie powinniśmy rozmawiać na ten temat.
- Oczywiście. Przecież jesteśmy profesjonalistami.
Dwudziestopięciolatka kiwnęła głową. Nie zamierzała wdawać się z nim w dyskusję. Nigdy nie łączyli spraw prywatnych z zawodowymi i tak będzie tym razem. O jedenastej odjechała spod prokuratury. Od razu pojechała do kancelarii. 


2 komentarze :

  1. Aj, ta Vanessa jest taka zadziorna :) bardzo mi się to podoba! Jej stanowczość i profesjonalizm :)
    Czekam na następną część.
    Pozdrawiam
    /love-in-big-city/
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę z tego, iż Ci się podoba ;)
      Pozdrawiam

      Usuń